Bycie w ciąży to taka naturalna i oczywista sprawa – bo gdyby nie to, przecież nasz gatunek by nie przetrwał… I z tej perspektywy patrząc – ciąża to nic nadzwyczajnego. W końcu przydarza się połowie społeczeństwa, często więcej niż raz… Ale jak pomyślę sobie o tym, że w brzuchu mam małą istotę, zupełnie nowe, niewinne życie, to aż mi się w głowie od tego kręci! Nie mówiąc o tym, jak to małe życie wywróci nasz świat do góry nogami!


Obiektywnie rzecz biorąc nie mam na co narzekać. Ciąża jest chciana, córeczka rośnie zdrowo, wyniki mam w normie. Nie wymiotowałam ani razu, mogę cały czas uprawiać sport, brzuch – choć to już 5 miesiąc – wcale nie jest duży. Mąż się o mnie troszczy, rodzina się cieszy. Tym większą czuję frustrację – a może i wstyd? – że wcale nie czuję się na miarę tych wszystkich dobrych rzeczy.


Do połowy ciąży faktycznie nastrój miałam raczej dobry. Zdarzały się spadki, wiadomo, bo jednak nowe życie, które noszę, to jedna wielka niewiadoma, ale po przekroczeniu magicznego półmetka zaczęło się. Leżenie, a co za tym idzie, spanie – niewygodne. Wiercę się i kręcę, bo ileż można leżeć w jednej, zalecanej przez wszystkich, pozycji? Która jest przyjemna, owszem, ale nie przez całą noc! No i trzeba wstawać w nocy do toalety, sama radość. Rano więc nie wstajesz z łóżka jak skowronek, tylko zwlekasz się z niego ze smutną świadomością, że kolejna noc będzie taka sama (a mówili, że kłopoty z wysypianiem się zaczną się jak dziecko pojawi się na świecie!). Plecy bolą, bo z przodu nosi się obciążenie – kręgosłup lędźwiowy jest wypięty i szwankuje. Joga pomaga, ale wtedy, kiedy się ją ćwiczy, potem wszystko wraca. Patrzysz na siebie w lustrze i nie podoba Ci się, że tyjesz. Tyle to ja jeszcze w życiu nie ważyłam, choć przytyłam (tylko?) 6,5 kg. Biust Cię ciągle boli, ale w końcu przyzwyczajasz się do tego bólu. Za to urósł tak, że przestajesz mieścić się w swoje t-shirty (o koszulach to nie wspomnę, bo i przed ciążą miałam z tym kłopot).


To wszystko nic przy tak zwanych dolegliwościach psychicznych (chociaż mam wrażenie, że je łatwiej znosiłam, kiedy byłam wyspana). Moje ciało i moja psychika przechodzą totalną rewolucję. Nie mogę nic planować na nowy rok, bo nie mam pojęcia, czego się mogę po sobie spodziewać! Jak zmieni się moje myślenie, kiedy nasza rodzina się powiększy. Nie wiem. Może nikogo nie będę dopuszczać do dziecka, a może będę bardzo potrzebowała pomocy? Może uznam, że tylko to mnie teraz zajmuje i wszystkie inne sprawy pójdą w kąt, a może bardzo szybko wrócę do swoich zwykłych aktywności? Nie wiem. Nie mam pojęcia! A trwanie w takiej niepewności jest okrutne. Wywołuje stres i inne takie rewelacje.


Na dodatek cała sfera związana z porodem, połogiem, pielęgnacją noworodka i wychowaniem dziecka to jest zupełnie nowy ląd. I mam poczucie, że powinnam przyswoić całe morze wiedzy. I zmierzyć się z tysiącem różnych podejść, spośród których trzeba wybirać coś dla siebie. Mam wrażenie, że świat na mnie napiera, a ja bronię się, póki jeszcze mam siłę. Pieluchy wielorazowe czy pampersy? Spanie razem czy osobno? Chusta czy wózek? (Dobra, te decyzje mamy już za sobą) Ale też pytania z innej beczki: jak będe wyglądać po porodzie? Czy będzie bardzo bolało? Czy będę mogła normalnie jeść? Skąd ja wezmę siłę na opiekę nad noworodkiem? Aaaaaaa!



Tak, bywa ciężko w tej ciąży. Niby działam sobie spokojnie, planuję warsztaty pisarskie, szyję kolorowe torby, piszę powoli drugą powieść, ale czuję się tak, jakbym straciła swoją zwykłą energię. Ja wiem, że ona teraz idzie na coś innego i że taka jest kolej rzeczy. Ale jest smutno i straszno. Czasem odzywają się też demony pierwszej ciąży i jej straty. Co mi pomaga? Najpierw kto – mąż. W sumie to wystarczy, że jest i że przytuli. Pomaga mi uświadomienie sobie, że te wszystkie lęki to brak zaufania. Naszło mnie tak ostatnio w kościele, że dlaczego ja się tak miotam, jak do tej pory cokolwiek by się nie działo w moim życiu, to przecież było dobrze, więc tym razem będzie pewnie tak samo. I trochę się przywołuję do porządku, a trochę daję sobie przestrzeń na przeżycie tej zmiany.


Bądźcie mili i wyrozumiali dla kobiet w ciąży. One mają teraz w głowie i ciele totalną rewolucję!

  • stworzone przez: monika
  • opublikowano w: ciąża
  • data stworzenia: 2017-09-21
  • wyświetlenia: 1096
  • komentarze: 1

komentarze

stworzone przez 2017-09-21 18:49:11 Posted By Emilia Comment Link
Oj Monia wiele jeszcze przed Tobą :) Najważniejsze, że nagroda będzie bezcenna. Sama od tygodnia mając już moją trzecią kruszynkę w domu przeżywam szczyt największych emocji. Pamiętaj, słuchaj rad, ale decyduj co dla Ciebie i dziecka jest najrozsądniejsze. Czasem trzeba też iść na łatwiznę (tu czytaj pampersy), czasem odpuścić, gdy wszyscy nawet wokół krzyczą "Wyrodna matka!" (tu czytaj karmienie piersią, wierz mi próbowałam 3 razy w każdej ciąży i nic z tego). I co nic, mam troje zdrowych dzieci, które wychowuje i kocham. Ach, zapomniałam napisać, że nie chodziłam do szkoły rodzenia, nikt mnie rodzić nie uczył (a dwójka przyszła na świat naturalnie), nie miałam położnej, która dodatkowo kierowała moim porodem. Najważniejszy na sali był mój mąż, który umilał mi czas czekania na kolejne skurcze, odwracał uwagę od tego co się dzieje do chwili, gdy nie mógł wytrzymać mojego krzyku i uciekł na korytarz. :) Ale i tak go kocham, bo przecież nie wiedział co go czeka. No i zdecydował się na kolejne dzieci. Także wiele przed tobą, zdaj się trochę na los. A i zrób rozpiskę sklepów z odzieżą dziecięcą w pobliżu, na wypadek urodzenia wcześniaka. Mój mąż przeżył szok, jak musiał w ciągu kilku godzin skompletować pełną wyprawkę dla dziecka na 45 cm :]

podziel się komentarzem

© 2018 Monika Małgorzata Lis
payment