Jakiś czas temu pisałam o tym, jak przygotowuje się do macierzyństwa. Jesteście ciekawi, co się sprawdziło?




1. Poród


Zdecydowanie moje wielomiesięczne przygotowania – zarówno od strony psychicznej, jak i fizycznej – bardzo mi pomogły. Miałam dobry poród. Nie był lekki, bo druga faza trwała jakieś 2 godziny (za to pierwsza była ekspresowa), ale był dobry – świadomy, ze wsparciem męża i personelu, ze świetną położną, bez nacisków na interwencje medyczne, siłami natury. Dzięki warsztatom u Beaty Meinguer-Jedlińskiej mąż wiedział, jak może mi pomagać (np. jak masować plecy); dzięki opowieściom koleżanek i tym wyczytanym w książkach byłam przygotowana na różne scenariusze; dzięki szkole rodzenia wiedziałam, na co mogę liczyć ze strony szpitala. Jak ktoś przychodził do sali porodowej to się dziwił „o, to pani pierwszy poród, a tak dobrze pani sobie radzi!”. Tyle przygotowań, to czemu miałabym sobie nie radzić?


Tym sposobem po 7 godzinach akcji przyszła na świat Marysia. Do końca nie mogłam sobie wyobrazić, jak to będzie, i szczerze mówiąc ciągle uważam to za cud. I nijak tego rozumem nie mogę ogarnąć.


2. Tuż po porodzie


Zależało mi bardzo bardzo na wyłącznym karmieniu piersią. Agnieszka, doświadczona mama, poradziła mi, że mam mieć cały czas dziecko przy sobie, spać z nim w jednym łóżku i podawać pierś kiedy tylko będzie chciało. Być cierpliwą i nie słuchać doradców, którzy mówią, że po porodzie powinnam się wyspać, bo najważniejsze są te pierwsze chwile w rozkręcaniu laktacji. I mam być przekonana, że spokojnie wykarmię dziecko i że mój pokarm jest najlepszy, co może dostać. Tak zrobiłam.


Marysia od początku wyrażała dużą chęć ssania ;) Jak tylko wyszła z brzucha, cmokała! Od razu przystawiłam ją do piersi podczas kangurowania (które trwało bite 2 godziny). Później poszła z tatem na badania, zasnęła, a kiedy się już obudziła (to chyba był jedyny moment, kiedy spała w tej szpitalnej mydelniczce na kółkach), to od razu wpakowałam ją do swojego łóżka. I o ile zanim się urodziła miałam całe mnóstwo wątpliwości, jak ja dam radę z nią spać, to jak się pojawiła, takie rozwiązanie stało się nagle oczywiste i najbardziej naturalne.


Dzięki tym wszystkim zabiegom już pierwszej nocy Marysia… się przejadła :D Nie miałyśmy żadnych kłopotów z karmieniem, z przybieraniem na wadze. Fakt, spałam niewiele, ale przysypiałam na przykład wtedy, kiedy Młoda jadła. Dało się! Piersi mam ciągle pełne mleka. A Mała bynajmniej nie straciła apetytu :D.


3. Połóg


Wiedziałam, że muszę też zadbać o siebie i dać sobie pomóc. Przyjechały więc obie babcie Marysi na turnus do naszego domu. Najpierw moja mama, później teściowa. Bardzo to było dobre rozwiązanie! Mieliśmy dzięki nim świeży obiad, czysty dom, pomoc przy dziecku. A ja przez pierwszy tydzień miałam codzienny masaż robiony przez moją mamę. Zdziałał cuda dla mojego obolałego kręgosłupa. Także po tygodniu byłam w stanie spokojnie nosić małą w chuście.


4. Pieluchy wielorazowe


Postanowiłam, że do szpitala nie biorę żadnych pampersów tylko będziemy używać tetry i otulaczy PUL. Dzięki temu Marysia miała pampersa tylko 2 razy na pupie (założonego przez personel) – po samym porodzie i po badaniach. Spokojnie ogarnęłam temat w szpitalu mimo braku przewijaka i ogólnie niesprzyjających warunków (w Żeromskim zatrzęsienie urodzeń, leżałam na patologii ciąży zamiast na pięknym oddziale noworodkowym; a to jedyny nieremontowany oddział plus brak miejsca na cokolwiek). Na początku spinanie tetry nie szło mi zbyt sprawnie, ale i tak obyło się bez wycieków ;) Chyba raz zapierałam gumki przy otulaczu. Po kilku przewijaniach nabrałam wprawy i razem z mężem ogarniamy temat wielorazówek ;) Jestem bardzo szczęśliwa, że dajemy radę! I szczerze mówiąc myślałam, że będzie trudniej :D A ja już siedzę przy maszynie i szyję nowe pieluchy!


5. Chusta


Kolejne moje chciejstwo: brak wózka i noszenie Małej w chuście. W ciąży trenowałam na lalce, ale lalka jak to lalka – sztywna i zimna. Jak przyszedł prawdziwy wkładzik to dopiero przyszła radość! Świetne uczucie mieć zamotane dziecko przy sobie :) A Mała jak tylko ją wrzucę do chusty, to od razu zasypia. Za każdym motaniem idzie mi to sprawniej i lepiej. Z wrażenia zamówiłam kolejną chustę, tym razem kółkową :D (No dobra, i kolejną, długą…) Póki co chodzimy w kangurku. Po domu i na spacery. Budzimy bardzo życzliwe zainteresowanie w Wieliczce. Jedna pani to tak się w nas zapatrzyła, że o mało nie wpadła w słup ;)


6. Śpiewanie i inne zabawy


Marysia najbardziej lubi, jak się jej śpiewa niskim głosem. Ode mnie najbardziej lubi łemkowskie piosenki, polskich nie akceptuje. Taki nam się egzemplarz trafił ;) Po polsku może jej śpiewać mąż. Wtedy na arenę wkracza repertuar religijno-patriotyczny. Rota, godzinki i te sprawy :D.


Na co nie można się przygotować?


Na wyrywkowe spanie. I na płacz dziecka.


Na szczęście z czasem się człowiek przyzwyczaja...




  • stworzone przez: monika
  • opublikowano w: macierzyństwo
  • data stworzenia: 2018-02-19
  • wyświetlenia: 781
  • komentarze: 0
Tags:

podziel się komentarzem

© 2016 protector THEME. All Rights Reserved..
payment