Stanęłam ostatnio znów przed trudną decyzją, co robić dalej ze swoim życiem. Teraz już myślę o tym spokojnie, ale wtedy było to dla mnie okupione emocjami, burzą myśli, uciskiem w brzuchu. Pomysł na biznes on-line nie wypalił. Zdecydowałam o zawieszeniu firmy i przejściu na urlop wychowawczy. Na jak długo? Mam prawo do 3 lat (może być na raty), ale nie mam pojęcia, ile wykorzystam…

Tak, będę „siedzieć z dzieckiem w domu”. Będę zarządzać domową kuchnią, pralnią, bawialnią… W zasadzie już to robię, ale od 1 marca będzie to moja oficjalna praca. No właśnie, praca… Żyjemy w kulturze, w której praca (dająca zysk materialny) jest koniecznością, ale zarazem przywilejem. Ten, kto nie pracuje, jest uznawany za darmozjada. A matka, która wychowuje dziecko? Pracuje czy odpoczywa?


Ten, kto ma dzieci, wie, że do pracy się chodzi odpocząć od domu:D. Bo wychowywanie dziecka, choć daje mnóstwo satysfakcji, jest cholernie wyczerpujące. Zwłaszcza, jeśli ma się ambicję przykładać do tego, a nie sadzać dziecko na całe dnie przed TV. Uświadomiłam sobie, że gdybym chodziła gdzieś opiekować się obcym dzieckiem za pieniądze, traktowałabym to jak pracę. Pozwoliło mi to spojrzeć z innej perspektywy na ten swój „urlop” wychowawczy. Druga myśl, która do mnie przyszła: „Obecny wiek emerytalny kobiet to 60 lat. Nawet jeśli chciałabym wrócić na rynek pracy dopiero za 10 lat, to popracuję minimum 20. 20 lat to szmat czasu!”.


Odetchnęłam. I rzuciłam biznes na jakiś czas…


Ale nie porzuciłam siebie, swojej twórczości, swoich planów. Wróciłam do pisania drugiej powieści. (Pierwszą możesz kupić TUTAJ!) Ale bez spiny, że musi zostać wydana w tym roku. Zaczęłam bardziej doceniać to, jak wygląda nasza codzienność z córeczką. Po raz kolejny uczę się odpuszczania kontroli. Myślałam, że tę lekcję mam za sobą – po poronieniu, ale nie; życie po raz kolejny dało mi okazję do pracy nad sobą, do zmiany swoich przekonań. Oswajam się m.in. z tym, że:


1. Nie muszę zarabiać pieniędzy, żeby być wartościowym człowiekiem.


2. Wychowywanie dziecka to jest robienie wielkich rzeczy (choć zwykle tak tego nie postrzegamy). A ja mam słabość do robienia czegoś z rozmachem. Zamiast kręcić teledysk do kolejnej piosenki, ogarniam naszą rodzinną rzeczywistość.


Wierzę, że ta przestrzeń, którą sobie dałam, zaowocuje fajnym pomysłem na to, co chcę w życiu robić poza wychowywaniem dzieci.


W związku z tym postanowiłam popracować nad docenianiem codzienności. Jednym ze sposobów na to jest UWAŻNOŚĆ. Chcę Cię więc zaprosić do akcji „pochwała codzienności”! Od dzisiaj codziennie przez miesiąc na moim Instagramie @monikamalgorzatalis (a dokładniej: na Instastories) będę wrzucać jedną kartę, która będzie małym krokiem w ćwiczeniu uważności. Mam nadzieję, że uda mi się też wrzucać relację z realizacji! I Ciebie do tego zachęcam i namawiam. Pamiętaj tylko, żeby mnie oznaczyć!


PS Karty kupiłam niedawno w … Lidlu, ale nie mogłam się zebrać do tego, żeby się nimi zająć. Liczę, że razem się w to wciągniemy!


To kto ze mną? :)


  • stworzone przez: monika
  • opublikowano w: rozterki młodej matki
  • data stworzenia: 2019-02-28
  • wyświetlenia: 316
  • komentarze: 0
Tags:

podziel się komentarzem

© 2018 Monika Małgorzata Lis
payment