„Podziel się tą zabawką”, „Daj dziewczynce”, „Wychodzimy, bo nie umiesz się dzielić”, „Daj jej, bo nie będzie się chciała z tobą bawić”. Kto nie słyszał podobnych teksów na placach zabaw, ręka w górę! A komu takie słowa nigdy nie wyszły z ust, niech pierwszy rzuci kamień…


Marysia jak chce coś wziąć to idzie i bierze. Czasem się to uda, a czasem nie. Jak widzi, że ktoś chce wziąć jej zabawkę, to – w zależności od humoru – broni jej jak lwica albo oddaje. Interweniuję dopiero wtedy, kiedy zaczyna się robić niebezpiecznie, ale zwykle jednak dzieci same dają radę rozwiązywać swoje pierwsze konflikty o własność.


No właśnie: własność. Korczak mądrze pisał, że dziecko ma bardzo niewiele rzeczy, które są jego; zwykle zabawki (niekoniecznie sklepowe, równie dobrze może to być znaleziony kamyczek…) to jedyne, co mają. Dlaczego więc wchodzi dorosły i mówi: „podziel się”, skoro to nie jego rzeczy, a dziecka? A sam nie oddaje komuś innemu telefonu dlatego, że tamten bardzo tego chce? Albo kluczyków do samochodu. Albo żony…


Panuje powszechne przekonanie, że dzieci powinny się dzielić. Otóż nie, nie powinny. Mogą, jeśli chcą. Marysia potrafi naprawdę mocno walczyć o swoje zabawki, ale na przykład jak ma coś do jedzenia albo picia to chodzi po placu zabaw i chce wszystkich nakarmić. Bynajmniej jej nie muszę zachęcać do tego, żeby to robiła! Pewnie zaobserwowała, że jak do domu do nas przychodzą goście, to częstuję ich jedzeniem, więc ona robi to samo.


Kiedy na placu zabaw ktoś mówi do dziecka „podziel się”, kiedy zbliża się do niego Marysia, to ja mówię „Nie musisz jej dawać, jeśli nie chcesz” albo coś w stylu „Możesz dać jej to, co chcesz, ale nie musisz”. Zwykle po takim tekście dziecko wybiera jakąś zabawkę i pożycza. Nie trzeba namawiać, stać nad głową, grozić, krzyczeć. A jak dziecko nie chce dać, to mówię, że to nie są Marysi zabawki, tylko kogoś innego, i to on decyduje. Marysia zwykle przyjmuje to dobrze i idzie się bawić czymś innym.


Bardzo trudno jest zaufać dziecku w takich sytuacjach i oddać mu kontrolę, bo co inni sobie pomyślą! Że nasze dziecko jest niewychowane i dzikie, a przecież cywilizowani ludzie się dzielą! Dzielą się, jeśli chcą, wtedy przynosi im to radość. A jeśli są zmuszani, to myślą sobie „a masz i się udław!”.


Place zabaw są świetnym terenem do nauki różnych społecznych zachowań, podobnie jak spotkania dla mam z dziećmi czy w ogóle spędzanie czasu w grupie. Problem pojawia się wtedy, kiedy spotykają się rodzice o zupełnie innym modelu wychowawczym, ale zwykle przy odrobinie dobrej woli da się pogodzić różne interesy.


Zdarzyło mi się raz powiedzieć do Marysi „podziel się, bo Lena nie będzie chciała nas odwiedzać”. Wtedy mama Leny szybko mnie przywołała do porządku. Od tamtej pory się pilnuję, żeby nie karmić córy takimi tekstami. One w dalszej perspektywie wyrządzają szkodę, bo człowiek ma zaburzone poczucie własności i w przyszłości będzie narażony na to, że ktoś go wykorzysta albo nie będzie potrafił walczyć o swoje dobro. My się boimy, że dziecko wyrośnie na egotyka, jeśli go nie utemperujemy. A ja wierzę, że nasza natura z istoty jest społeczna i nastawiona na współdziałanie. Ale do dobrego współdziałania potrzeby jest zdrowy egoizm. Tego warto uczyć dzieci, a raczej im to pokazywać…


Jakie masz podejście do nakazu „podziel się”?


  • stworzone przez: monika
  • opublikowano w: macierzyństwo
  • data stworzenia: 2019-06-13
  • wyświetlenia: 222
  • komentarze: 0
Tags:

podziel się komentarzem

© 2018 Monika Małgorzata Lis
payment