Jesteś ciekaw, jak wyglądała moja powieść zanim zaczęłam pracować z Marią Kulą? Zobacz dwie wersje tego samego dialogu, przed i po konsultacji z Marią. Prawda, że jest ogromna różnica?

Nasuwają mi się dwa wnioski:
1. Pisania można się nauczyć.
2. Bez dobrego redaktora nie ma dobrej powieści!

DIALOG WERSJA NR 1
— Janku, czy ty wiesz, że ja cię widziałam wczoraj rano z okien
pociągu?
— Naprawdę? Gdzie to było?
— Gdzieś na wysokości Komańczy, pociąg nam nagle stanął w polu i wtedy zobaczyłam ciebie, jak rozmawiasz przez telefon.
— Faktycznie, przypominam sobie, że kiedy załatwiałem przez telefon biznesowe sprawy, słyszałem, jak pociąg hamuje.
— O, to jednak jesteś biznesmenem! Wiedziałam!
— Jak to?
— A, to takie głupie, ale akurat zobaczyłam cię wtedy, kiedy błądziłam sobie gdzieś daleko w wyobraźni, i uznałam, że skoro elegancko ubrany mężczyzna o 9 rano znajduje się na końcu świata, ma blachy krakowskie, to na bank musi być biznesmenem.
— Kurcze, człowiek całe życie się kryje, żeby nie wyglądać jak finansista, a tu masz ci los.
— Jesteś finansistą? — zapytałam z niedowierzaniem. — Jakoś mi się nie wydaje.
— Nie jestem, masz rację.
— To czym się zajmujesz?
— Słuchajcie, tutaj zaraz jest taki szczyt, który bym chciał zdobyć, mam nadzieję, że pójdziecie ze mną? — Janek, nie wiedzieć dlaczego, nagle zmienił temat.
— Jasne, chodźmy — długo mnie nie musiał namawiać.

DIALOG WERSJA NR 2

— Janku, czy ty wiesz, że ja cię widziałam wczoraj rano z okien pociągu? — Przerwałam po chwili milczenie, które chociaż nie było kłopotliwe, to zaczęło mi ciążyć.
— Naprawdę? Gdzie? — Sięgnął do bocznej kieszeni plecaka, gdzie miał schowaną butelkę wody. Odkręcił ją i podał w moim kierunku, pytając tylko wzrokiem, czy mam ochotę na wodę. Wzięłam od niego butelkę, a nasze palce przez ułamek sekundy się zetknęły. Upiłam łyka i już mogłam dalej mówić.
— Gdzieś na wysokości Komańczy, pociąg nam nagle stanął w polu i wtedy zobaczyłam ciebie, jak rozmawiasz przez telefon. — Ten obraz był ciągle żywy w mojej pamięci, mogłabym bez trudu wymienić wszystkie szczegóły jego ubioru, gestykulacji, emocji, które mu towarzyszyły...
— Faktycznie, przypominam sobie, że kiedy załatwiałem przez telefon biznesowe sprawy, słyszałem, jak pociąg hamuje — Wziął ode mnie butelkę, znów dotykając mojej dłoni, napił się i poprosił, żebym schowała mu butelkę z powrotem do kieszeni plecaka, bo samemu w biegu było mu trudno.
— O, to jednak jesteś biznesmenem! Wiedziałam!
— Jak to?
— A, to takie głupie, ale akurat zobaczyłam cię wtedy, kiedy błądziłam sobie gdzieś daleko w wyobraźni, i uznałam, że skoro elegancko ubrany mężczyzna o 9 rano znajduje się na końcu świata, ma blachy krakowskie, to na bank musi być biznesmenem, bo co innego by tam robił?
— Kurcze, człowiek całe życie się kryje, żeby nie wyglądać jak finansista, a tu masz ci los.
— Jesteś finansistą? — Podniosłam brwi do góry, przyglądając mu się uważnie. — Jakoś mi się nie wydaje.
— Nie jestem, masz rację. — Uśmiechnął się tajemniczo.
— To czym się zajmujesz? — Dogoniliśmy właśnie Pawła z Marią, więc Janek skorzystał z okazji i, nie wiedzieć dlaczego, zmienił temat.
— O, jednak do nas dotarłeś! — Maria obrzuciła go wzrokiem pełnym podziwu.
— Miałaś wątpliwości, że nie dam rady? — Sięgnął do kieszeni spodni i wyjął mapę. — Słuchajcie, tutaj zaraz jest taki szczyt, który bym chciał zdobyć, mam nadzieję, że pójdziecie ze mną? — Pokazał mały punkcik, który znajdował się jakieś 20 minut od miejsca, w którym staliśmy.
— Jasne, chodźmy — długo mnie nie musiał namawiać.


fragmenty pochodzą z mojej powieści "Koniec świata"

PS Marię znajdziesz w sieci TUTAJ.
PPS Moja książka składa się głównie z dialogów. Tak, musiałam poprawić je wszystkie...


  • stworzone przez: monika
  • opublikowano w: koniec świata
  • data stworzenia: 2016-12-07
  • wyświetlenia: 39
  • komentarze: 0

podziel się komentarzem

© 2016 protector THEME. All Rights Reserved..
payment