Dzisiaj chcę się podzielić z Wami tym, jak przebiega praca nad treścią powieści. Mam nadzieję, że na wiosnę będzie już gotowa i będzie mogła znaleźć się na Twojej półce :-)

1. Twórcze flow
W moim przypadku co jakiś czas mam napad twórczego flow w różnych dziedzinach. We wrześniu tego roku padło na prozę i fikcję literacką. W ciągu 3 tygodni napisałam powieść. Wyszło mi z tego około 200 stron A5. Do tej pory nie rozumiem, jak to się wszystko stało, ale jak widać, kiedy przychodzi twórcze flow, wszystko jest możliwe.

2. Pierwsza Czytelniczka
Jako pierwsza zgodziła się przeczytac powieść Magda, którą uczę szyć w manufakturze. Bardzo się oczywiście stresowałam, co mi powie. Powiedziała, że ma ochotę wybrać się w Bieszczady, więc było dobrze! Oprócz tego wskazała mi sporo miejsc, które mogłyby być napisane lepiej, i dzięki niej zmieniłam cały początek książki. Już wcześniej byłam z niego niezadwololna, był taki ciężki i toporny. Dziękuję, Magda!

3. Pierwsza konsultacja
Twórcze flow minęło, pierwsza Czytelniczka pochwaliła powieść, trzeba było więc znaleźć kogoś kompetentnego z branży, kto mi powie, czy ta moja pisanina się w ogóle do czegokolwiek nadaje. Wybrałam Marię Kulę z Perypetii, bo w zeszłym roku byłam u niej na warsztatach w ramach Zlotu Latającej Szkoły i już wtedy uznałam, że jeśli pisać, to z Marią. Maria kazała mi wysłać 20 stron tekstu, żeby mogła mi później udzielić wskazówek, co z tym dalej zrobić. Szłam na spotkanie z drżącym sercem i na miękkich nogach, przygotowana na krytykę. Tak jak myślałam, Maria powiedziała mi: "jeśli poprawisz to i to, to będzie dobrze i będziesz mogła sobie wydać tę powieść". Odetchnęłam, bo okazało się, że nie pisałam tego wszystkiego na marne.

4. Pierwsze poprawki
Maria udzieliła mi bardzo konkretnych wskazówek, co powinnam poprawić. Na przykład wszystkie dialogi! Książka w większości składa się z dialogów, a tu się okazało, że wszystkie są źle napisane. Nic dziwnego, bo przecież nigdy nie uczyłam się pisać dialogów... Moje dialogi miały fonię, a nie miały wizji. Jakby moi bohaterowie nie znajowali się na bieszczadzkim szlaku, ale w ciemnym pokoju, w którym niczego nie widać, ale za to wszystko dobrze słychać. Musiałam więc wszędzie dodać wizję.
Inny błąd to papierowi bohaterowie. Czyli podczas czytania powieści nie było takiego efektu, że idziesz sobie ulicą i zastanawiasz się, czy za rogiem nie spotkasz nagle Melanii albo Janka. Trzeba było więc na spokojnie usiąść nad nimi, wymyślić ich całą historię życiową, zachowania, cechy szczególne, takie jakby CV tyle że z całego życia.
Dowiedziałam się też, że moja powieść jest dla młodzieży, a tak właściwie to dla dziewczyn w wieku 15-22 lat.

5. Recenzenci
Wprowadziłam poprawki, które powinnam, powieśc więc była gotowa. Postanowiłam ją porozsyłać znajomym, żeby ją przeczytali albo posłali dalej do kogoś, kto zajmuje się literaturą. I tak książka trafiła do czytelników z grupy docelowej, ale też ? dzięki mojemu koledze, Radkowi, za co jestem mu bardzo wdzięczna! ? do profesora Grzegorza Leszczyńskiego, który kieruje Katedrą Badań nad Rwojem Lteratury dla Dzieci i Młodzieży na UW. I to był przełom! Nie dość, że czytelnicy-recenzenci już mnie pytają, kiedy ciąg dalszy, to profesor powiedział mi, że książka jest świetna! Ale że potrzeba jej jeszcze porządnej redakcji.

6. Drugie poprawki. Redakcja.
Napisałam do Marii, żeby się pochwalić, że książka zdobywa takie poyztywne recenzje (a bez niej na pewno by tak nie było!) i poprosić o pomoc w redakcji. Myślałam, że tym powinien się już zająć ktoś inny, że ja już swoje zrobiłam, że już więcej nie będę w stanie nad książką pracować. Ale Maria mi powiedziała, że jeśli oddam to komuś, to się niczego nie nauczę i nadal będę robić te same błędy. Lepiej, żebym wprowadziła sama poprawki, ale pod czujnym okiem redaktorki. Jej argumentacja mnie przekonała i zapytałam, czy to ona chce zostać moją redaktorką. Zgodziła się!
Tym razem wsyłałam jej cały tekst. Spotkałyśmy się po jakimś czasie w kawiarni, żeby porozmawiać o książce. Oprócz opinii na temat całości (?żałuję, że nie jestem już nastolatką, bo bym była na śmierć zakochana w Janku!?), dostałam znów bardzo konkretne wskazówki, co poprawić. I wtedy dopiero zrozumiałam, na czym polega redakcja i usieszyłam się, że nie oddałam jej w obce ręce! Przykład błędu: przyjaciółka głównej bohaterki jest mocno obecna w pierwszej połowie książki, ale znika w drugiej. Nie powinno tak być, musi być jakoś obecna i później, trzeba ją tam dopisać. Gdyby zrobił to ktoś za mnie, miałabym poczucie, że to nie moja książka...
Teraz więc poprawiam to, co wyłapała Maria. Potem ona to sprawdzi i teść będzie gotowa.

Co dalej?
Jak widać, twórcze flow to tylko część procesu pisania książki. Natchnienie bez warsztatu to jak słomiany zapał. Na szczęście wprowadzanie poprawek też sprawia mi radość! Choć zajmuje już nieco więcej czasu ;-)
Jak już z nimi skończę, podejmę decyzję, czy wydaję powieśc sama, czy przez wydawnictwo. Ale o technicznych aspektach wydawania książki będzie osobny wpis. Do usłyszenia!

  • stworzone przez: monika
  • opublikowano w: koniec świata
  • data stworzenia: 2016-12-27
  • wyświetlenia: 74
  • komentarze: 0
Tags:

podziel się komentarzem

© 2016 protector THEME. All Rights Reserved..
payment