Uwielbiam góry. Kiedy byłam w ciąży, wyobrażałam sobie, ze będę z maluszkiem w chuście zdobywać szczyty i podziwiać widoki. Cóż, życie zweryfikowało plany. Okazało się, że owszem, chusta tak - ale ja nie miałam siły nosić jej dłużej niż godzinę do góry, a i ona dłużej siedzieć nie chciała. A kiedy zaczęła chodzić, już nie było mowy ani o chuście, ani o nosidle dłużej niż 20 minut, więc nie było mowy o dojściu na żaden szczyt. Dopiero jak skończyła 2,5 roku udało się nam wrócić na szlak w sposób bardziej dla nas satysfakcjonujący. I to nie tylko z nosidłem, ale głownie z... wózkiem biegowym. Jako że od listopada niemal każdą niedzielę spędziliśmy na wędrówce, postanowiłam podzielić się naszymi patentami na takie wycieczki. A nasze dotychczasowe wyprawy znajdziesz na Instagramie z #niedzielawgórach!

droga na Orle Skałki
Droga na Orle Skałki, Góry turczańsko-sanockie


1. Pozbądź się złudzeń i... ustal swoje priorytety
Ten punkt mógłby brzmieć "pozbądź się wszelkich przekonań na temat wędrówki z dzieckiem po górach", ale złudzenia brzmią lepiej ;-). Ja tych złudzeń miałam wiele i dość bolesne było się z nimi rozstać. Jakie to złudzenia? Że dziecko zrealizuje Twój plan, że będzie się bardzo cieszyć z wycieczki, że nie będzie marudzić, że nie będziesz musiał przełamywać oporu i się nagimnastykować, żeby gdziekolwiek dojść, że zrobisz trasę tempem przewodnikowym, że wrócisz wypoczęty psychicznie... Dopóki się nie wyjdzie na szlak - nie wiadomo tego. Nie wiadomo, jak się dziecko zachowa. Oczywiście można to przewidywać (patrz punkt 6), ale jednak góry to żywioł. I małe dziecko to żywioł. Czyli można się spodziewać dokładnie... wszystkiego.

Dlatego warto się zastanowić, na czym nam najbardziej zależy. Na zdobyciu szczytu czy swobodnym snuciu się po lasach i polanach i piknikowaniu na łąkach? Na przejściu konkretnego odcinka czy beztroskim gapieniu się na drzewa falujące na wietrze? Na tym, żeby pokazać dziecku góry, zaszczepić bakcyla wędrówki? Czy żeby porządnie się zmęczyć fizycznie?

U nas na przykład kiedy jedziemy w góry całą rodziną, ważny jest konkretny cel typu zdobycie szczytu. I kiedy jest mój mąż to się udaje, a najlepiej kiedy jeszcze są z nami znajomi. Z pieskiem;). A kiedy idę sama z córką (ale to raczej do lasu, w góry się jeszcze nie zapuszczałyśmy we dwie), raczej nastawiam się na snucie się po krzakach i swobodną eksplorację terenu.

Pogórze strzyżowsko-dynowskie


2. Mierz siły na zamiary
Jeśli nigdy nie byłeś z dzieckiem na szlaku, wybieraj łatwo osiągalne cele. 2-3 godzinna trasa według mapy to z dzieckiem jakieś 4-5 godzin (albo i więcej). Nie porywaj się na całodzienną wyprawę na pierwszy raz. Wybierz raczej łatwą trasę z czymś, co będzie atrakcyjne na szczycie. U nas widoki są atrakcją ;-). Ale schronisko też!

Bądź gotowa na niespodziewany odwrót. I spróbuj nie mieć do nikogo pretensji, że nie wyszło. Im mniej ambitny cel, tym większą szansę masz na jego zrealizowanie.

Droga na Korbanię, Bieszczady


3. Chusta, nosidło czy wózek?
Dopóki dziecko samodzielnie nie siada - chusta. Najlepiej na plecach. Jak Marysia była mała to miałam taki system, że pod górę niosłam ją z przodu, a z góry - z tyłu. Kijki dla noszącego przy tym to podstawa!

Miękkie nosidło się dobrze sprawdzi dla dziecka już samodzielnie chodzącego. A jeśli już biega, możecie próbować nosidła turystycznego. U nas nie było do niego miłości. Trzeba zwracać uwagę na pozycję dziecka, bo często jest tak, że ono tam wisi zamiast wygodnie siedzieć. Wiszeniu przeciwdziałają np. strzemiona na nogi.

U nas najlepiej sprawdza się obecnie kombinacja wózek biegowy plus nosidło miękkie (mam onbu, które sama uszyłam). Marysia najchętniej jeździ w wózku (tak, to dziecko, które przez pierwsze półtorej roku swojego życia z wózka uciekało i było noszone przeze mnie włącznie w chuście), może też wygodnie sobie uciąć drzemkę. W Bieszczadach często zostawialiśmy wózek w krzakach, jak podejście robiło się strome, i zabierałam ją wtedy do nosidła. Mamy wózek marki Schwinn i szczerze go polecamy, nie tylko w góry. Wózkiem czasem bywa trudniej, a czasem jednak lżej niż nosić te słodkie 14kg na ramionach.

Pod schroniskiem na Wierchomli, Beskid Sądecki


4. Wybierz odpowiednią trasę
Odpowiednią, czyli taką, która spełnia Wasze cele i jest na miarę Waszych możliwości. Ja szukam opisów tras na blogach, w przewodnikach, no i siedzę z nosem w mapie (papierowej! Elektroniczne używam jako uzupełnienie, żeby podać np. znajomym punkt, w którym się spotykamy).

Z racji tego, gdzie teraz mieszkamy, ostatnio eksplorujemy Pogórze strzyżowsko-dynowskie i uważam, że tego typu góry są świetne jeśli chodzi o rodzinne wycieczki. Niedługie i niezbyt strome podejścia, ale zarazem przyjemne widoki i różne atrakcje typu strumyk/skałki/jeziorko/piękny las. Niebawem wrzucę na bloga propozycje wycieczek w tym rejonie. Bieszczady kocham całym sercem, więc je też odwiedzamy. Lubimy też Beskidy. Zupełnie nie wyobrażam sobie na przykład póki co wycieczki w Tatry, ale wiem, że i tam wybierają się rodzice z maluchami. Bardzo dużo zależy od dziecka (są takie, co kilka godzin wysiedzą w nosidle i bez problemu zniosą podróż samochodem) i od rodzica. Ja się lubię zmęczyć na szlaku, ale nie aż tak, żeby wieczorem czy w kolejny dzień nie mieć siły na opiekę nad maluchem - u nas nie ma dnia bez kilkugodzinnego spaceru ;-). A to też muszę brać pod uwagę.

Droga na Mogielicę, Beskid Wyspowy


5. Spakuj się: sprzęt i jedzenie
Dużo, dużo jedzenia. To podstawa. Coś konkretnego: u nas to zwykle zupa, a może być i drugie danie w termosie czy kanapki, naleśniki, placuszki jogurtowe... Do tego dużo różnych przekąsek, owoce, chrupki, ślimaki, tuby, ciasteczka, paluszki... To, co wiadomo, że dziecko lubi i co wciągnie przy okazji jęczenia czy nagłego napadu głodu. U nas - i u mnie, i u córy - głód jest dużym stresorem, więc muszę pilnować, żeby nie dochodził do głosu. Plus, oczywiście, odpowiednia ilość płynów. Woda, herbata - to my zabieramy.

Na zupę mam termosy Primus, na herbatę Tatonka. Składane sztućce, dla Marysi dodatkowo miseczka z melaminy, żeby wystudzić jej zupę.

Pomysły na przekąski znajdziesz w mini poradniku TUTAJ, klik!

Na nogach buty trekkingowe - ja mam Aku. Marysia używa takich butów, jak na co dzień. Jesteśmy fanami wełny merino, ubieram w nią siebie i dziecko. Ogólnie ciuchy oddychające, wygodne, dopasowane do temperatury i rodzaju wysiłku. Na błoto czy śnieg dla dziecka świetne są zakładane na wierzch spodnie z gumy (my mamy np. z Lidla).

Ja lubię chodzić z kijkami. Mąż w zimie używa raczków. Ach, no i wygodny plecach na to całe jedzenie! I ciuchy na przebranie dla dziecka - na wszelki wypadek.



6. Trenuj
Wychodź z dzieckiem na dłuższe spacery w naturę, żeby się oswoiło z taką formą spędzania czasu, a Ty zobaczysz, co u Was się sprawdza, czego potrzebujesz Ty, a czego Twoje dziecko. U nas to robi dużą robotę. Dzięki temu, ze Marysia jest przyzwyczajona do spędzania codziennie na polu minimum 3 godzin bez względu na pogodę (no, jak było -15 to spacer trwał godzinę;)), daje radę też w górach, i to nawet zimą. Dzięki temu też łatwiej mi ocenić, w co ją ubrać, co zabrać do jedzenia, na jak długą wycieczkę możemy sobie pozwolić etc. Dużo uczymy się już w trakcie wędrówki po górach, ale jednak to codzienne doświadczenie snucia się po lasach, placach zabaw, łąkach, nad rzeką, stanowi podstawę do planowania większych wypraw.

Pogórze strzyżowsko-dynowskie


7. Znajdź towarzystwo
U nas najfajniejsze wyjazdy są ze znajomymi, którzy mają podobne cele i podobne tempo. A jak jedzie z nami Lily to już w ogóle jest szał, piesek zawsze dostarcza dodatkowej rozrywki i motywacji do chodzenia ;-). Jak nie ma towarzystwa, chodzimy sami. Wtedy zwykle jest jednak więcej marudzenia, ale też zazwyczaj bywa tak, że jak już się dziecko oswoi z sytuacją, to zaczyna je to wszystko cieszyć. I im jest starsze, tym bardziej.

I na koniec: pamiętaj, że to ma być przyjemność, a nie męczarnia. Oczywiście u nas na każdym wyjeździe pojawiają się różne frustracje, ale mimo wszystko przeważają pozytywy. Dobieramy taką formę wycieczek, żeby była odpowiednia dla nas, dorosłych, ale i dla dziecka, albo przede wszystkim dla dziecka. Dopasowując się do niego minimalizujemy ryzyko jęczenia, marudzenia i histerii, a więc wygrywamy spokój ;-).

U nas dodatkowe wyzwanie stanowi fakt, że obie z Marysią jesteśmy wysoko wrażliwe, więc muszę przy planowaniu tras brać mnóstwo aspektów pod uwagę. Mocno nas ogranicza chociażby długość dojazdu autem. Ale z drugiej strony przebywanie w naturze dostarcza nam odpowiedniej dawki bodźców, więc taka forma spędzania czasu jest dla nas bardzo dobra! I sprawia nam przyjemność.

Masz jeszcze jakieś pytania? A może chcesz opowiedzieć o swoich patentach? Napisz w komentarzu!


Podoba Ci się to, co robię? Postaw mi wirtualną kawę! (bez rejestracji, blikiem) Postaw mi kawę na buycoffee.to
Zostańmy w kontakcie! Zapisz się na LISty o rodzicielstwie, żeby nie przegapić kolejnych wpisów o podobnej tematyce, KLIK!

1 Ślad

Użyj tego linku jeśli chcesz stworzyć Ślad (Trackback) do tego wpisu

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Standardowe emotikony jak :-) lub ;-) będą zmieniane na ich graficzną wersję.
Zamknięcie tekstu w znakach gwiazdki spowoduje jego wytłuszczenie (*tekst*), podkreślenia są tworzone przez zastosowanie _tekst_.
Adresy e-mail nie będą pokazywane i będą używane tylko do celów wysyłania powiadomień drogą e-mailową

Proszę, wpisz widoczny na obrazku kod do odpowiedniego pola. Twój komentarz zostanie dodany tylko gdy wpisany kod będzie się zgadzał z tym widocznym na obrazku. Proszę, upewnij się, że Twoja przeglądarka ma włączoną obsługę cookies (ciasteczek) lub Twój komentarz nie przejdzie poprawnie weryfikacji.
CAPTCHA