Dawno nie czytałam książki, która tak porwałaby mnie intelektualnie i duchowo. Pochłonęłam ją w dwa dni, a kto ma małe dziecko, to wie, co to za wyczyn! Ostatnio coś podobnego zdarzyło mi się dwa lata temu, kiedy trafiłam na "Wysoko wrażliwych " Aron. To również była książka z kategorii zmieniających życie, chociaż pod nieco innym kątem, bo samorozumienia. A Jezus Niechrystus porusza w człowieku jeszcze więcej. Otwiera myślenie, zbliża do czegoś, co filozoficznie jest niezwykle trudne do uchwycenia, ba - co w ogóle jest trudne do uchwycenia.

Piotr Augustyniak, Jezus Niechrystus, wyd. słowo/obraz terytoria


Autora znam osobiście. Spotykaliśmy się w czasach, kiedy byłam studentką, a potem doktorantką filozofii na UJ. Postacią, która na uczelni wywarła na mnie największy wpływ, był profesor Jacek Filek, a i Piotr należał do podobnego kręgu myślenia filozoficznego. I tak spotykaliśmy się na dyskusjach o Nietzschem, o tej filozofii, która w moim odczuciu jest żywa, która ma moc zmieniania podejścia do rzeczywistości, która ma szansę wywrzeć realny wpływ na to, jak przeżywamy swoje życie. Daleko jej do akademickich, suchych, zdystansowanych rozważań, które można snuć bez emocjonalnego zaangażowania. Stawia bowiem radykalne pytania o to, kim jest człowiek, jaka jest jego kondycja w świecie, a więc nieustannie konfrontuje nas z nami samymi, wytrącając z utartych myślowych schematów, prowokując do przekraczania samego siebie. Z tego względu, chociaż wizja tej książki mnie pociągała i czułam, że będzie bardzo ożywczą lekturą, jednocześnie się jej... bałam. Bo taka konfrontacja z sobą samym jest cholernie trudna. Bo nie da się tych treści czytać bez odnoszenia do własnego życia.

Piotr na podstawie tak zwanego źródła Q - czyli zbioru myśli, które najprawdopodobniej osobiście wypowiedział Jezus - pokazuje nam, jak w sposób filozoficzny, a więc bez odniesienie do religii i wiary w zmartwychwstanie (i wszystkich konsekwencji z nim związanych) można odczytać myśl Jezusa. Dlatego mówi o Jezusie, a nie o Chrystusie (zbawicielu). Wydobywa z jego nauki taką myśl, której intuicję można zaobserwować wśród innych myślicieli (Nietzsche!) przez wieki, i którą swoją radykalność odsłania właśnie wtedy, kiedy myśli się jedynie o życiu "tutaj", a nie w "zaświatach". Mówi o doświadczeniu Istnienia, Życia, o tym, że Królestwo Życia jest dostępne dla każdego bez względu na status, pochodzenie, uczynki, jeśli tylko zdobędzie się na wysiłek porzucenia nieustannej troski o własne ja.

W tej interpretacji widzę lata pracy Piotra z innymi myślicielami, którzy mieli podobne intuicje. Widzę nasze rozmyślania z czasów seminarium poświęconego analizie teksów Nietzschego. Jest i Mistrz Eckhart, o którym już wcześniej Piotr pisał. Jest Heidegger. Są ci wielcy myśliciele, którzy w swoim myśleniu byli radykalni, którzy zdobywali się na coś więcej niż suche dysputy niemające żadnego realnego wpływu na nasze podejście do życia i jego rozumienie. Ale jest też w tej książce coś więcej niż jedynie odniesienia do filozofów, bo Piotr odwołuje się też do swojej własnej, długiej duchowej drogi. Dzięki temu książki nie czyta się jak traktat filozoficzny, bardziej jak esej; jest też dzięki temu bardziej przystępna dla czytelnika, który nie miał okazji obcować ze wspomnianymi przeze mnie myślicielami.

Patrząc na obecną sytuację kościoła katolickiego w Polsce, książka ta jest wywrotowa, chociaż ona znajduje się nie w kontrze do KK, ale według mnie - zupełnie poza nim. Bo te rozważania dotyczą czegoś, co nie mieści się w ramach żadnej instytucji, żadnej doktryny. Dotyczą sedna naszego bycia w świecie.

Ciekawe jest dla mnie to, że mnie w gruncie rzeczy ta rewolucyjna interpretacja nie zszokowała. Mam raczej poczucie, że wreszcie wszystkie kawałki układanki wskoczyły na swoje miejsce.



Piotrze, bardzo Ci dziękuję za tę książkę. Myślę, że jest potrzebna nie tylko tym z nas, którzy zmagają się z trudnymi pytaniami o wiarę i niewiarę, ale że jest też potrzebna naszemu społeczeństwu. Żeby zacząć dyskutować o tym, co naprawdę ważne. Dzięki Twojej książce wróciłam znów do tego, co tak mnie porywało wtedy na studiach, i myślę, że teraz będzie jeszcze bardziej obecne w moim życiu. Sięgnę znów do Zaratustry, do rozważań o kairosie, do myślenia o "tańczeniu ponad siebie". To naprawdę niezwykłe móc w tak zupełnie różny sposób względem tego, do którego przywykliśmy, zbliżyć się do nauki Jezusa. Jednocześnie ta myśl, którą pokazujesz (którą głosił Jezus, Zaratustra i inni im podobni...) wydaje mi się niemożliwa do oswojenia, zresztą, jak sam piszesz, taka jej natura, że odsłaniać się może tylko w tych szczególnych momentach, w przebłyskach. Więc długo będę się z nią "układać", z poczuciem, że nigdy do końca się nie ułożę.


Podoba Ci się to, co robię? Postaw mi wirtualną kawę! (bez rejestracji, blikiem) Postaw mi kawę na buycoffee.to
Zostańmy w kontakcie, zapisz się na LISty z końca świata, KLIK! Odbierz w prezencie całą moją płytę "Tańce duszy" w mp3.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Standardowe emotikony jak :-) lub ;-) będą zmieniane na ich graficzną wersję.
Zamknięcie tekstu w znakach gwiazdki spowoduje jego wytłuszczenie (*tekst*), podkreślenia są tworzone przez zastosowanie _tekst_.
Adresy e-mail nie będą pokazywane i będą używane tylko do celów wysyłania powiadomień drogą e-mailową

Proszę, wpisz widoczny na obrazku kod do odpowiedniego pola. Twój komentarz zostanie dodany tylko gdy wpisany kod będzie się zgadzał z tym widocznym na obrazku. Proszę, upewnij się, że Twoja przeglądarka ma włączoną obsługę cookies (ciasteczek) lub Twój komentarz nie przejdzie poprawnie weryfikacji.
CAPTCHA