Na termin "wysoko wrażliwi" natrafiłam przypadkiem na jakiejś facebookowej grupie. Polecano tam książkę o tym tytule autorstwa E. Aron (na materiałach z tej książki opieram swój wpis). Pod wpływem impulsu postanowiłam ją kupić. Było to w czasach, kiedy wygrzebywałam się powoli z macierzyńskiego kryzysu (przeczytasz o nim tutaj, KLIK!), czytałam dużo na temat rozwoju i wychowania dziecka, chcąc jak najlepiej je zrozumieć. Książkę połknęłam niemalże w całości (co, jak wiadomo, przy małym dziecku stanowi niezły wyczyn!). Zawsze miałam się za osobę świadomą samej siebie, studia filozoficzne jeszcze to rozumienie samej siebie pogłębiły. A tu przyszło mi nagle zmierzyć się z książką w całości napisaną... o mnie. Byłam w szoku, że ktoś, kto mnie nie zna, opisał moje życie od niemowlęctwa aż do dorosłości. Tak zaczęła się największa rewolucja jeśli chodzi o samorozumienie, ale i o samoakceptację. Nagle dowiedziałam się, że - tak jak czułam - nigdy nie byłam nieśmiała, ale szybko ulegałam przestymulowaniu. Że nie jestem dziwna, odczuwając wszystko mocniej. Że osób takich jak ja jest w społeczeństwie 20%, a nasz mózg po prostu działa nieco inaczej niż u pozostałych 80%.

To teraz po kolei. Jak rozpoznać osobę wysoko wrażliwą? Jakie cechy na nią wskazują? Aron mówi o 4 ważnych punktach.

1. Głębokie przetwarzanie

Osoby wysoko wrażliwe cechuje bardziej złożone przetwarzanie percepcyjne. Badania wskazują na większą aktywność obszaru mózgu zwanego wyspą. Ten obszar nazywany jest też często ośrodkiem świadomości, ponieważ integruje bieżącą wiedzę na temat wewnętrznych stanów i emocji, pozycji ciała i zdarzeń zewnętrznych, aby stworzyć to, co sobie w danej chwili uświadamiamy.

Można powiedzieć, że osoby wysoko wrażliwe są bardziej skłonne do zastanawiania się nieustannie nad wszystkim. Łatwiej nam przychodzi wnioskowanie od szczegółu do ogółu i na odwrót, wyciąganie wniosków, zadawanie dogłębnych pytań, dostrzeganie powiązań tam, gdzie pozornie ich nie ma. Skłonność ta nie jest czymś nabytym, nie jest też cechą charakteru, ale wynikiem tego, jak funkcjonuje nasz mózg.

Pamiętam, że już jako dziecko zastanawiałam się nad trudnymi pytaniami o sprawy ostateczne, a jako nastolatka już zainteresowałam się filozofią i psychologią. Czytałam poetów, zastanawiałam się nad sensem życia. Teraz tego typu rozważania dzieją się w mojej głowie mimochodem - czy tego chcę, czy nie chcę. Zawsze myślałam, ze wszyscy tak mają, że widząc dajmy na to matkę prowadzącą wózek dziecięcy płynnie przechodzą do zastanawiania się nad współczesnym podziałem ról i obowiązków w rodzinie albo na temat społecznego wykluczenia matek z maluchami. Wygląda na to, że jednak nie jest to tak powszechne, jak do tej pory sądziłam...

2. Łatwość ulegania przestymulowaniu
Skoro nasz mózg jest zajęty nieustannym analizowaniem tego, co dzieje się wokół, jak i w nas samych, nic dziwnego, że łatwiej ulegamy zmęczeniu i fizycznemu (mózg jest przecież częścią ciała), i psychicznemu.

Ja sama bardzo lubię towarzystwo innych osób i jestem raczej ekstrawertykiem niż introwertykiem (a tylko 30% WWO znajduje się w tej grupie), ale po spotkaniu potrzebuje się wyciszyć, wrócić do równowagi po silnym pobudzeniu. Po przekroczeniu progu galerii handlowej po pół godzinie zaczynam odczuwać irytację, a po godzinie albo boli mnie głowa, albo jestem wściekła. Otacza mnie zbyt wiele bodźców: światła, zapachy, krzyczące kolorami przedmioty w witrynach, pędzący ludzie. Na weselu jestem w stanie wytrzymać do północy, później mogę tylko gryźć i kopać ;-) i nienawidzę, kiedy namawia się mnie, żebym została dłużej. Zawsze wydawało mi się, że nie jestem towarzyska, że nie lubię imprez, a to nieprawda. Potrafię być duszą towarzystwa, dopóki nie przekroczę swojego progu przestymulowania.

W przypadku Marysi ta cecha jest też bardzo dobrze widoczna. Dobrze odnajduje się w towarzystwie, zagaduje, bawi się z dziećmi, ale kiedy grupa jest duża, zazwyczaj po godzinie komunikuje mi, że ma już dość i chce wyjść. Kiedy dzieje się dla niej coś ekscytującego, na przykład wizyta mojego brata z jego dziewczyną, których bardzo lubi, jest jej wszędzie pełno, o wszystkim chce opowiedzieć, wszystko pokazać, a później w nocy odreagowuje i budzi się z krzykiem co pół godziny. Co ciekawe, w przypadku WWO nie chodzi o to, żeby odciąć się od bodźców, ale żeby znaleźć ich odpowiedni - przyjemnie stymulujący, a nie męczący - poziom. Rozwinięta samoświadomość pozwala zauważyć tę granicę.

3. Reaktywność emocjonalna i empatia
Badania pokazały, że WWO reagują silniej niż nie-WWO na zdjęcia nacechowane zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Reakcja zachodzi nie tylko w obszarach mózgu związanych z pierwotnym doświadczaniem silnych emocji, ale i w rejonach ?wyższych? - związanych z myśleniem i postrzeganiem.

Zaskakującym odkryciem dla mnie było to, że zarówno po trudnym dla mnie doświadczeniu, jak i tym bardzo radosnym, potrzebuję czasu, aby dojść do siebie. Kiedy po emocjonujących przeżyciach nie robiłam sobie dnia wolnego, moje ciało się buntowało - najwyraźniej nie mogło już znieść więcej napięcia - i już wtedy musiałam się położyć do łóżka, bo byłam chora.

U dzieci ta reaktywność też jest wyraźnie widoczna, kiedy to łatwo przechodzą od wybuchu radości do wybuchu płaczu. Po Marysi doskonale widać, jak unoszą ją pozytywne emocje związane np. z odwiedzinami u dziadków. Kiedy planuję dla niej coś ekscytującego, pamiętam o tym, żeby później zadbać o jakieś wyciszające zajęcie (bujanie w hamaku, huśtanie się, spacer w naturze). Podobnie kiedy idziemy na wizytę do przychodni, wiem, że po trudnych dla niej (i dla mnie...) doświadczeniach muszę zadbać o przestrzeń na powrót do równowagi.

Osoby wysoko wrażliwe są też obdarzone większą niż nie-WWO empatią (neurony lustrzane wykazują większą aktywność). Umiejętność rozumienia i czucia tego, co czuje (lub może czuć) inna osoba to zarazem dar, jak i przekleństwo. Jesteśmy doskonałymi kompanami do wspólnego opłakiwania różnych spraw, ale i wspólnego świętowania.

4. Wyczulenie na subtelne bodźce
WWO rejestrują niuanse, które innym umykają. I nie chodzi tutaj o to, że mamy bardziej wyostrzone zmysły, tylko o to, że staranniej przetwarzamy informacje zmysłowe.

Świetnie widać to u Marysi, która zauważa każdą najmniejszą zmianę, jaka zachodzi w otoczeniu. Ja znów doskonale wyczuwam nastroje osób, z którymi się spotykam. Często czuję, że coś jest nie tak, ale nie umiem powiedzieć, co (zazwyczaj ta osoba po prostu nie chce o tym mówić, ale emocji ukryć nie może). Są i pozytywne strony tej cechy: umiejętność cieszenia się z małych rzeczy, dostrzegania pozytywów tam, gdzie inni ich nie widzą, niemalże bezwysiłkowe planowanie różnych działań czy to podejmowanych samemu, czy z innymi ludźmi.


Co ciekawe, cecha wysokiej wrażliwości jest dziedziczna, ale nie 1 do 1, tzn. jeśli rodzic jest wysoko wrażliwy to nie znaczy, że wszystkie jego dzieci też będą. Ja odziedziczyłam tę cechę po tacie, a mój brat już nie. Pamiętam, jak bardzo różniliśmy się z bratem w dzieciństwie. On był takim słodkim, roześmianym bobasem, a ja nieustannie wpadałam w histerie.

Przeszłam już długą drogę akceptacji swojej wrażliwości, chociaż myślę, że ten proces jeszcze się nie skończył. Jest to trudne chociażby z tego względu, że w naszym społeczeństwie raczej premiowana jest postawa "hej do przodu", czyli wielozadaniowość, przebojowość, szybkie tempo życia, a nie podejście "tydzień pracuję, tydzień odpoczywam". Na dodatek kiedy zostaje się rodzicem, znów na pierwszy plan wysuwają się te odcienie naszej cechy, które raczej utrudniają życie; każde wyjście do lekarza z moją córką jest dla mnie bardzo obciążające (dla niej też!), długo je później odreagowuję. Ale moja wrażliwość to też moja siła; dzięki niej mogę dla Ciebie pisać tego bloga, mogę pisać powieści ("Koniec świata" możesz u mnie kupić, a "Maria na zakręcie" czeka w wydawnictwie na decyzję, czy będzie wydana, czy nie), nagrywać płyty (na YT możesz posłuchać płyty "Tańce duszy"), filozofować, tworzyć... Mogę być też rodzicem, który bardzo dobrze rozumie potrzeby swojego wysoko wrażliwego dziecka, bo sam bardzo podobnie odbiera świat. O życiu z dzieckiem wysoko wrażliwym jeszcze napiszę! Bo to kolejny temat na dłuższą opowieść.

Odnajdujesz się w tym opisie? A może masz w swoim otoczeniu WWO? Podziel się swoimi spostrzeżeniami w komentarzu!


Podoba Ci się to, co robię? Postaw mi wirtualną kawę! (bez rejestracji, blikiem) Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zostańmy w kontakcie! Zapisz się na LISty o rodzicielstwie, żeby nie przegapić kolejnych wpisów o podobnej tematyce, KLIK!

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Standardowe emotikony jak :-) lub ;-) będą zmieniane na ich graficzną wersję.
Zamknięcie tekstu w znakach gwiazdki spowoduje jego wytłuszczenie (*tekst*), podkreślenia są tworzone przez zastosowanie _tekst_.
Adresy e-mail nie będą pokazywane i będą używane tylko do celów wysyłania powiadomień drogą e-mailową

Proszę, wpisz widoczny na obrazku kod do odpowiedniego pola. Twój komentarz zostanie dodany tylko gdy wpisany kod będzie się zgadzał z tym widocznym na obrazku. Proszę, upewnij się, że Twoja przeglądarka ma włączoną obsługę cookies (ciasteczek) lub Twój komentarz nie przejdzie poprawnie weryfikacji.
CAPTCHA