Moją pierwszą powieść, "Koniec świata", wydałam w modelu self-publishingowym. Od momentu, kiedy pierwszy raz wzięłam ją do ręki, minęły już... prawie 4 lata. Dobrze pamiętam jednak całą tę ciężką pracę, którą wtedy wykonałam. Czy żałuję? Absolutnie! To była świetna przygoda! Ale... Teraz, kiedy napisałam drugą powieść, chcę ją wydać w wydawnictwie (wysłałam ją na konkurs! Trzymajcie kciuki!) - nie mam czasu i zasobów na powtórkę z rozrywki (jestem mamą na więcej niż etat). Myślę też, że fajnie by było teraz zobaczyć od środka współpracę z wydawnictwem i przy trzeciej książce jeszcze bardziej świadomie podjąć decyzję o drodze jej wydania ;-).

Aktualizuję wpis o najtrudniejszych rzeczach w self-publishingu, który napisałam tuż przed wydrukiem "Końca świata".

1. Niewiedza

Nie wiedziałam, na co się porywam, chcąc samodzielnie wydać książkę. Jasne, czytałam o tym, rozmawiałam z innymi selfpublisherami, ale wiesz jak to jest - dopóki nie doświadczysz czegoś na własnej skórze, dopóki sam nie wejdziesz w proces, masz wiele wyobrażeń na jego temat (zazwyczaj nieprawdziwych...), ale brakuje Ci wiedzy. Samodzielne wydanie książki to cholernie ciężka sprawa!

Wiedziałam, że potrzebuję redaktora i korektora, ale nie wiedziałam, jaki mają zakres obowiązków. Nie wiedziałam, że redaktor, który dba o to, żeby fabuła była wciągająca, niekoniecznie będzie tropił powtórzenia w tekście i potrzebuję do tego kolejnej osoby. Wiedziałam, że skład powinien pracować na tekście już bez konsultacji z autorem, ale nie wiedziałam, że jak się coś w programie sypnie, to będę musiała na dzień przed wysłaniem plików do drukarni sprawdzać całą książkę - czy akapity są w dobrych miejscach, czy dialogi nie zostały poszarpane...
Teraz od podszewki wiem, jakie są poszczególne etapy tworzenia książki. Co to są pliki impozycyjne. Jak się układa tekst na stronach i dlaczego czasem trzeba dopisać dwa zdania na stronie albo coś wykreślić. Dowiadywanie się tego było bolesne!

2. Obciążenie czasowe

Napisałam powieść w 3 tygodnie. Pracowałam nad nią z redaktorką 2 miesiące. Promuję ją (mniej lub bardziej intensywnie) już 4 lata. Wiele to mówi o procesie wydawania książki, prawda?

Promocja jest obecnie kluczowa - możesz mieć świetny produkt, ale jeśli nikt o tym nie wie, to go nie kupi. Nie przeczyta. A przecież o to chodzi, żeby powieść trafiła do ludzi, do osób, które się nią zachwycą, opowiedzą, co ich poruszyło; opowiedzą, o czym dla nich jest ta historia. Żeby historia moich bohaterów pozwoliła czytelnikowi spojrzeć na jego własne życie z innej perspektywy. Ja po to właśnie czytam książki! I po to je piszę...

Ale wracając do obciążenia czasowego - to więcej niż etat. To praca dzień w dzień, bez wolnych weekendów. To praca najpierw nad stworzeniem najpierw dobrej historii, czyli nad treścią, a potem nad stworzeniem książki jako produktu i wypromowaniem jej. Otwierasz oczy i pierwsze, o czym myślisz, to "do kogo dzisiaj powinnam zadzwonić", a potem siadasz do komputera i pracujesz. Wysyłasz maile, robisz research, prosisz o pomoc (a kiedy, tak jak ja, zbierasz pieniądze na wydanie książki w akcji crowdfundingowej, to dochodzi jeszcze niepokój "czy uzbieram?"). A w międzyczasie dzwonisz do graficzki, korektorki, do składu... I nagle orientujesz się, że jesteś zarazem autorem, redaktorem prowadzącym oraz działem reklamy i PRu. A przecież masz tylko jedną głowę i dwie ręce!

3. Obciążenie emocjonalne

Decydujesz się na to, żeby ze swoją twórczością wyjść do świata. Odsłaniasz się. Wystawiasz na krytykę, niezrozumienie. To zawsze boli i powoduje lęk. I tak naprawdę wystarczy do tego, żeby czuć się wyczerpanym. A to dopiero początek góry lodowej! Dochodzi do tego lęk o to, czy uda się doprowadzić projekt do końca, utrzymać deadliny, nie zawieść ludzi, którzy Ci zaufali. Czy książka się sprzeda. Boisz się, a mimo to ciągle działasz. I wtedy pojawiają się pierwsi hejterzy, którzy podkopują i tak wątłe poczucie swojej wartości, pytając "kim ty jesteś, że nazywasz siebie artystą, pisarzem?".

Ja jestem "zwierzęciem medialnym", jak lubią o mnie myśleć inni i generalnie zgadzam się z tym stwierdzeniem - a mimo to wyczerpywała mnie bardzo promocja. Nie mam problemu z chwaleniem się i mówieniem o tym, co potrafię zrobić dobrze - a mimo to były dni, kiedy miałam ochotę wejść pod kołdrę i już spod niej nie wyjść. Miałam już dosyć proszenia o pomoc: o pieniądze, o promocję, o wszystko inne...

A kiedy Ania od składu dzwoniła z pytaniem "Kiedy kończymy numerację stron?" albo korektorka "Czy w tej scenie na pewno grają marsz weselny Wagnera?" miałam ochotę wyć z rozpaczy i miałam poczucie, że ta praca się nigdy nie skończy!

4. Samotność

Wybrałam model self-publishingowy m.in. z tego powodu, że chciałam sama decydować o wszystkim, co związane z moją książką, od wyglądu okładki, przez osoby z którymi współpracuję, aż po cenę książki i sprzedaż. Jednocześnie było to (i jest) to ogromnym ciężarem. Masz zespół, jasne; ale to Ty podejmujesz ostateczne decyzje i Ty ponosisz ich konsekwencje. Inni mogą Cię wspierać, doradzać, ale to Twoje decyzje mają znaczenie. A tych decyzji do podjęcia jest naprawdę ogrom. I ten proces się nie kończy z wydaniem książki, bo przecież promocja trwa wciąż, i jeśli Ty jej nie nakręcisz, jeśli nie podejmiesz działań, to nikt tego za Ciebie nie zrobi. Jasne, na pewnym etapie zaczyna się to trochę kręcić samo, w sensie że nie działasz od zera, że masz już sporo rzeczy wypracowanych, masz społeczność. Ale nadal Twoje ruchy i Twoje decyzje wpływają na to, jak Twoja książka się sprzedaje. Bywa to przytłaczające. Frustrujące. Że nie ma sztabu specjalistów, nie ma kogoś, kto za Ciebie zdecyduje. Że nie możesz tylko pisać, że musisz być (powtórzę się) i pisarzem, i wydawcą, i przedsiębiorcą, i swoim własnym PRowcem. I dźwigać na swoich barkach każdą z tych ról, żonglować nimi wedle potrzeb rynku.



Czy po tym wszystkim, co napisałam, nadal chcesz wydać samodzielnie swoją książkę? Świetnie! Zrób to!
Tylko pamiętaj, że bez fajnego zespołu nie dasz rady. Ja bez moich dziewczyn (mój zespół wydawniczy, razem ze mną, liczył 7 osób!) padłabym już dawno! I byłby koniec mnie, a nie "Koniec świata"...

PS. Moją powieść kupisz tutaj (klik!).


Podoba Ci się to, co robię? Postaw mi wirtualną kawę! (bez rejestracji, blikiem) Postaw mi kawę na buycoffee.to
Zostańmy w kontakcie, zapisz się na LISty z końca świata, KLIK! W prezencie dostaniesz całą moją płytę "Tańce duszy" w mp3.

4 Komentarze

Płasko

  • Nachnati  
    W moim przypadku ogarnęłam temat samodzielnie, byłam korektorem tekstu, twórcą e-booka, zajęłam się dystrybucją, reklamą.... Nie potrzeba było zespołu do tego. Ale prawdą jest, że jeśli książka nie stoi w księgarni choćby internetowej, sprzedaż będzie nikła..... By się sprzedawało potrzebne jest wydawnictwo, sprzedaż za granicą KOBO, Amazon, Google Play najlepiej książka po angielsku albo własna firma, żeby podpisywać umowy na współpracę w Polsce.... Life nie jest prosty.
    • monika  
      Super, że masz tyle umiejętności! Przy pisaniu powieści nie ma opcji, żeby być swoim własnym redaktorem i korektorem. U mnie tyle osób szukało błędów, a i tak znalazłam je później w druku. Podobno tekst zbyt wciągający, żeby się skupiać na literówkach :-D. A Twój ebook o czym jest?
  • ola  
    Witaj,
    znalazłam Ciebie w sieci. Książka wydaje się być ciekawa. Czyli co, odradzasz selfpublishing? Ja na razie napisałam opowiadanie ale mysle, żeby je rozszerzyć i napisać książke i tez myslalam o selfpublishingu, tylko sama nie wiem co jest lepsze, samemu, czy przez wydawnictwo?
    Pozdrawiam ola
    • Monika  
      Gratuluję napisania opowiadania! Nie, nie odradzam, namawiam do tego, żeby się przyjrzeć swoim zasobom i wtedy zdecydować! Self-pub to ciężka praca, chociaż bardzo satysfakcjonująca. Polecam podjąć decyzję dopiero, jak napiszesz książkę, znajdziesz beta czytelników, zbierzesz opinie. Trzymam kciuki za pisanie!

Dodaj komentarz

Standardowe emotikony jak :-) lub ;-) będą zmieniane na ich graficzną wersję.
Zamknięcie tekstu w znakach gwiazdki spowoduje jego wytłuszczenie (*tekst*), podkreślenia są tworzone przez zastosowanie _tekst_.
Adresy e-mail nie będą pokazywane i będą używane tylko do celów wysyłania powiadomień drogą e-mailową

Proszę, wpisz widoczny na obrazku kod do odpowiedniego pola. Twój komentarz zostanie dodany tylko gdy wpisany kod będzie się zgadzał z tym widocznym na obrazku. Proszę, upewnij się, że Twoja przeglądarka ma włączoną obsługę cookies (ciasteczek) lub Twój komentarz nie przejdzie poprawnie weryfikacji.
CAPTCHA